Dom od środka

Wchodzi się przez werandę do holu z drewnianymi schodami. Na lewo jadalnia z dziesięcioma stolikami, na prawo kuchnia i kontuar, w którym Jolanta Majchrzak trzyma książkę rezerwacji. Schody na piętro skrzypią w trzech miejscach i nikomu to nie przeszkadza.

Jak mijają dni

Kuchnia rusza przed południem, bo zupa potrzebuje czasu. Od piętnastej jadalnia przyjmuje pierwszych gości, o szesnastej Antoni Cieślak zapala lampy w sali na piętrze, a krupierka układa żetony w równe kolumny. O dwudziestej trzeciej gasimy światła i zamykamy dom.

Skąd bierzemy produkty

Pstrągi przywożą z hodowli w dolinie, jabłka na szarlotkę — z sadów pod górą, a ser i bryndzę od gospodarza z sąsiedniej wsi. Chleb razowy piecze piekarnia po drugiej stronie ulicy. Jeśli któregoś dnia czegoś zabraknie, szef kuchni po prostu zmienia kartę.

Czego tu nie znajdą Państwo

Nie ma automatów, gier przez internet, zakładów ani wypłat. Żetony nie mają wartości i nie wychodzą z sali. Nie podajemy też niczego poza kawą, herbatą, lemoniadą, sokiem i wodą, bo chcemy, żeby po kolacji każdy trafił do pokoju o własnych siłach i z jasną głową.

Pierwsza zima i pierwsze zasady

Kiedy dom ruszył, nie mieliśmy jeszcze żadnych reguł, tylko dobre chęci. Zasady pojawiły się same: najpierw prośba o ciszę przy stole, potem o dowód przy drzwiach, wreszcie o to, by nie wnosić na piętro talerzy. Każda z nich ma za sobą jakiś wieczór, który ją wymusił, i żadnej nie wymyśliłam od biurka.

Kto zagląda najczęściej

Najwierniejsi są kuracjusze, którzy przyjeżdżają na kilkutygodniowy turnus i zostają z nami do ostatniego dnia. Zaraz po nich sąsiedzi z ulicy, którzy wpadają na zupę w południe, oraz pary, które w Krynicy świętują rocznice i wolą stół z kartami niż zatłoczony deptak.

Dla kogo jest ten dom

Dla kuracjuszy po całym dniu zabiegów, dla rodzin na niedzielnym obiedzie, dla par, które lubią karty, i dla sąsiadów z ulicy, którzy zaglądają na kawę. Wspólny mianownik jest jeden: wszyscy są pełnoletni, gdy wchodzą na piętro, i wszyscy wiedzą, że nikt tu nie gra o pieniądze.

Nie ma tu klubu dla wybranych ani listy, na którą trzeba się dostać. Drzwi otwieramy dla każdego, kto spełnia jeden warunek: skończył osiemnaście lat, jeśli chce wejść na piętro. Reszta zależy od apetytu i od tego, ile mają Państwo czasu.

Jeżeli mają Państwo wątpliwości, czy dom jest właściwym miejscem na rodzinną kolację, wystarczy zadzwonić. Jolanta opowie, co akurat jest w karcie, jak wygląda sytuacja w jadalni i czy na piętrze trwa turniej.