Ostatnia czwórka
Finał rozgrywało czworo graczy: pan Zbigniew, pani Irena, młody kucharz z sąsiedniej ulicy i pani z kwiaciarni naprzeciwko. Zapadła cisza, w której słychać było tylko szelest kart i zegar na ścianie. Rozdanie za rozdaniem ubywało żetonów, aż został jeden stos.
Mistrzyni wieczoru
Tytuł mistrzyni wieczoru zdobyła pani z kwiaciarni. Jej imię zostało wpisane ołówkiem na tablicę w holu, obok innych zwycięzców. Nie otrzymała niczego, co można by wynieść z domu, i dobrze o tym wiedziała: żetony wróciły do pudełka, a ona do jadalni po herbatę z cytryną.
Co dalej
Następny turniej odbędzie się w kolejny czwartek, na takich samych zasadach. Zapisy przyjmuje Jolanta Majchrzak, osobiście lub telefonicznie. Zapraszamy wszystkich pełnoletnich, także tych, którzy dotąd tylko przyglądali się z boku.
Ciekawostki z wieczoru
Najkrótsze rozdanie trwało dziewięć sekund, najdłuższe niemal pięć minut, bo gracze naradzali się półgłosem i prosili krupierkę o dwukrotne powtórzenie reguł. Nikt nie narzekał, a pani Irena zapisała wszystko w swoim zeszycie.
Słowo od krupierki
Jadwiga Szulc powiedziała po wszystkim, że to był jeden z najspokojniejszych turniejów w historii domu. Nikt nie podniósł głosu, nikt się nie spóźnił, a ostatnie karty padły dokładnie o dwudziestej pierwszej.
